Zofia i Stanisław Piaseccy


(na podstawie wspomnień Haliny Wąsowskiej)

Pod strzechą

Mieli dwa sady. Zajmowali się rolnictwem. Mama, Zofia Piasecka, zmarła w 1931 roku. Zostali we czworo. Siostra i trzech braci: najstarszy Kazimierz, średni Tadeusz i najmłodszy Józef Jerzy. Halina Piasecka była trzecia. Urodziła się jeszcze pod strzechą. Dom był z bali, kryty słomą. Duża część Siekierek była wtedy w ten sposób zabudowana. – Tata opowiadał, że przed wojną, na wiosnę, przed wybudowaniem wału w 1926 roku, szła zawsze tzw. janówka. Czasem była to tak wysoka woda, że naszą ulicą płynęła rzeka, woda wlewała się przez okna, bo tu po prostu było jej koryto – opowiada pani Halina Wąsowska (z domu Piasecka). Sama pamięta jak woda zalewała sady przy wale. Piękny widok, konary jabłonek wyrastające z wody, ale szkody dla sadowników olbrzymie.

Mimoza we włosach

Dwie pierwsze klasy podstawówki skończyła na Siekierkach, w Czerwonej Szkole. Później uczyła się na Czerniakowskiej, naprzeciwko dzisiejszego stadionu Legii. Dojście przez błoto na Bartyckiej zajmowało ponad godzinę. Buty były tak ubłocone, że dzieci musiały oprócz kapci nosić zapasową parę, w której mogły wejść do szkoły. Największą atrakcją na Siekierkach były dodatkowe zajęcia w świetlicy dzierżawionej od państwa Janowskich. Odbywały się tu prawdziwe potańcówki, przedstawienia, lekcje tańca i muzyki. – Ale jakie to były bale! – zachwyca się Halina Wąsowska. – Oko by pani zbielało. I to w takiej pipidówce jak Siekierki! W jednym domu robiło się rybę, w innym flaki, indyka, gęś. To były bale z zaproszeniami, biletami i obowiązkowymi wieczorowymi strojami.
Świetlicą opiekował się redaktor Jerzy Święcki. – Pamiętam jak Teatr Narodowy umożliwił nam wypożyczenie strojów – wspomina pani Halina. – Przyjechał po nas autobus i pojechaliśmy, mogliśmy sobie wybrać. Miałam suknię na fiszbinach, z aksamitu, złotą z zielonym i bordo, średniowieczną. Przyniosłam do domu, ale dekolt tiulem ozdobiłam. A na włosy tata mi kupił mimozę...

Piwnica w ogródku

Jeden z dwóch psów u Piaseckich przy Siekierkowskiej 7 wabił się Hitler. Mówili, aby zabrać go z domu, bo jak tak biega po podwórku, może rodzinie wiele przykrości narobić. Wkrótce pies zniknął. Wybuchła wojna. Gdy Niemcy zajmowali Warszawę w 1939 roku, cała rodzina skryła się w piwnicy wybudowanej obok domu jeszcze przez dziadka. Mężczyźni zostali zabrani, starszy brat Tadeusz był oficerem rezerwy, walczył w kampanii wrześniowej, a potem z armią Andersa dostał się przez Rumunię do Francji. Tam został i już nie wrócił. Stanisława, Jerzego i Kazimierza żołnierze niemieccy zabrali do kościoła w Wilanowie. Po trzech dniach ich zwolniono. Podczas okupacji Halina Piasecka zaczęła pracę w budynku Czerwonej Szkoły, gdzie liczyła porcje zupy wydawane w ramach działalności Rady Głównej Opiekuńczej.

Wysiedlenie

23 sierpnia 1944 roku najstarszego brata Kazimierza żołnierze niemieccy pognali razem z resztą siekierkowskich mężczyzn w aleję Szucha. Tam został rozstrzelany. Ojciec Stanisław schował się w krzakach jaśminu rosnących przy domu. – Parę razy podchodziłam pod krzaki i wołałam: „Tato, tato, wyjdź!”. Na szczęście tata powiedział, że cokolwiek się stanie, on z krzaków jaśminu nie wyjdzie – opowiada pani Wąsowska. Najmłodszy brat Józef Jerzy poszedł do powstania, ale wrócił za kilka godzin, bo nie było dla niego broni. Z kolegami ukrywał się w sadzie. Gdy Halina gotowała obiad, po brata przyszedł znajomy, aby wziąć go do powstania. – Skłamałam, że brata nie widziałam od wczoraj. Później wydał go pan Sobociński. Zabrali go na Saską Kępę – wspomina. Uciekł, przepłynął Wisłę i wrócił do domu. Wtedy z piwnicy w ogródku zabrali go w aleję Szucha, potem do Pruszkowa, a stamtąd do obozu koncentracyjnego Oświęcim-Brzezinka. W liście do rodziny Józef Jerzy pisał, że brakuje mu jedynie papierosów i cebuli. To był pierwszy i ostatni list.

Pies ocalał

Halina z ojcem poszli do Piaseczna, do bogatej siostry Stanisława Piaseckiego, mieszkali w Krasnowoli. Często przychodzili do nich żandarmi. Chcieli zabrać ze sobą Halinę. – Tata nie pozwolił, zaczął strasznie płakać, powiedział, że idzie ze mną – opowiada pani Halina. Pędzili ich do Pruszkowa. Tam wszystko w okopach, wąwozy ze śniegu, wszędzie biało. – Pomagałam ojcu i strasznie się modliłam. Podeszłam do jednego z żandarmów i mówię, że tata stracił trzech synów, dom, wszystko. „Niech pan mnie puści”. Pierścionek mu dałam. Noc przeczekali w szopie i wrócili do Krasnowoli, do siostry ojca. Na Siekierki przyszli w kwietniu 1945 roku. Zamiast rodziny i domu, przywitał ich pies. Ten drugi, który jakimś cudem ocalał. Siostrzeniec ojca im pomógł i jako pierwsi na Siekierkach po wojnie mieli obsadzone pole. Z piwnicy przeprowadzili się do pani Sobczakowej i zaczęli remontować dom przy Siekierkowskiej, w którym Halina Wąsowska (z domu Piasecka) mieszkała z mężem do swoich ostatnich dni.



kokardka




Stary Dom gołębniki koszykarze łyżwiarze piaskarze wesela zbiory łąka Dorożkarze
Dorożkarnia

DK Dorożkarnia, ul. Siekierkowska 28, 00-709 Warszawa telefon 022 841 91 22 koperta biuro@dorozkarnia.pl globus www.dorozkarnia.pl
©Dorożkarnia 2008. All Rights Reserved