Wanda i Czesław Politowscy


(na podstawie wspomnień Lusi Politowskiej)

Pierwszy na Siekierkach

Wózek był biały. Być może drewniany, z dużymi szprychowymi kołami i wielkim białym rozsuwanym dachem. Lub wiklinowy, zrobiony z naturalnej, białej wikliny. Dokładnie nie wiadomo, ale w rodzinie mówiono, że był to pierwszy dziecięcy wózek na Siekierkach. Został kupiony dla urodzonego w 1936 roku Mieczysława Politowskiego, pierwszego dziecka Wandy i Czesława Politowskich. Młodzi mieszkali wtedy jeszcze u dziadków Anieli i Adama Wardeckich przy Siekierkowskiej 5, w dużym drewnianym domu. Być może stała tam jeszcze chata pradziadków Wardeckich kryta prawdziwą strzechą. Niedługo potem młodzi przenieśli się do murowanego domu, na ulicę Gościniec. W 1926 roku aktem darowizny pradziadek Franciszek Janowski przekazał 109 prętów (ponad 5000 mkw.), równo podzielonych na trzy działki, swoim trzem córkom: Anieli, Emilii i Franciszce. Aniela przekazała grunt swojej córce Wandzie. Posesję przy Siekierkowskiej otrzymała jej druga córka Kazimiera. Obie miały mężów Politowskich, ale pochodzących z różnych rodzin. W czasie II wojny światowej Wandzie i Czesławowi 11 maja 1942 urodziło się drugie dziecko. Córka Lusia. Prawdopodobnie imię dostała po przyjaciółce mamy, Ludwice Ostrowskiej. Mama zajmowała się domem, a tata pracował jako magazynier w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji. W 1943 roku został zabrany do pracy przez żołnierzy niemieckich. Do końca wojny przebywał w obozie pracy pod Berlinem, specjalizującym się w produkcji smoły.

Koń i wóz

24 sierpnia 1944 roku zapakowali wszystko, co mieli, na wóz z koniem dziadka Adama Wardeckiego i uciekli na południe, w stronę Piaseczna. Było ich osiem osób: ciocia Kazimiera ze swoim synem, dziadek z babcią, Wanda, Mieczysław i najmłodsza Lusia. Dojechali do wsi Grochowa i tam zostali do wyzwolenia. Trafili do gospodarza Kamińskiego, który przyjął ich bardzo życzliwie. Wojsko zabrało mu wszystko, a Adam Wardecki miał konia i wóz, który przydał się w gospodarstwie. − Ja byłam najmłodszą dziewczynką, więc jak pan gospodarz jadł obiad, to wybierałam mu skwarki z talerza, do dziś je lubię – śmieje się pani Lusia. Często też dostawała wielką pajdę chleba ze śmietaną i z cukrem. – Mama mi opowiadała, że musiałam ją szybko zjadać, bo mój brat Mietek i kuzyn Rysiek jak sępy czekali tylko, aby coś przechwycić.
Po wyzwoleniu wrócili na Siekierki, do domu przy Gościńcu. – Jak przyszliśmy na Siekierki, mama próbowała znaleźć pracę w Wodociągach, ale jej powiedzieli, żeby lepiej zajęła się wychowaniem dzieci, a zaproponowali pracę dziadkowi Adamowi, bo miał konia i wóz. Mieszkaliśmy tam przez kilka pierwszych dni – opowiada pani Lusia.

Świeczka gasła

Dom przy Gościńcu miał spalony dach i murowaną piwnicę. Zaczęli odbudowywać dach i mieszkali w tej piwnicy. Ostrowscy, Emilia Grzelec, siostry Pisańcówny, dziadek i babcia. Dwa małe okienka wychodziły na podwórko. Jak kładli się spać, świeca, która paliła się w środku, gasła z braku tlenu. Pewnego dnia wrócił Czesław Politowski. – Był łysy i spuchnięty. Tata nie palił papierosów, ale zbierał je i wymieniał na chleb. A jak znaleźli przy nim ten chleb, to go bili, bo myśleli, że ukradł. Jak wrócił, to przeszedł obok własnego brata, który go nie poznał. Zaraz po powrocie z obozu trafił do szpitala na Płockiej. Wanda odwiedzała go codziennie. 10 km w jedną stronę. Czesław zmarł po dwóch miesiącach pobytu w szpitalu. Miał 41 lat.
Po śmierci taty bardzo pomogli nam dziadkowie. Budowaliśmy wszystko bardzo szybko, aby od razu firanki w oknie wisiały – wspomina pani Lusia. Mieli dwie krowy, konia i ziemię. Głównie utrzymywali się z rolnictwa. Dzięki temu odbudowali dom przy Gościńcu.



kokardka




Stary Dom gołębniki koszykarze łyżwiarze piaskarze wesela zbiory łąka Dorożkarze
Dorożkarnia

DK Dorożkarnia, ul. Siekierkowska 28, 00-709 Warszawa telefon 022 841 91 22 koperta biuro@dorozkarnia.pl globus www.dorozkarnia.pl
©Dorożkarnia 2008. All Rights Reserved