Rodziny

Rody i rodziny siekierkowskie

Niektóre rody rdzennych siekierczan zamieszkują tereny Siekierek od wieków. Inne sprowadzały się tutaj kupując ziemię i budując domy upatrując w zakolu Wisły możliwości dobrego życia…

Najstarsze przekazy mówią o tym, że ród Grzelców osiadł na Siekierkach za bytności w tych stronach Legionów Dąbrowskiego. „Na przełomie 1807 i 1808 w potyczkach podwarszawskich dużo rannych było i dla nich jeden hrabia na Czerniakowie osadę założył, a drugi na Siekierkach folwark”.

Wiele rodzin wyprowadzało się, a właściwie uciekało stąd w czasie działań wojennych ratując życie, by potem po wyzwoleniu, powrócić „na swoje”. Widok domostw doszczętnie spalonych przez żołnierzy niemieckich bolał ale nie rezygnowali – budowali z czego tylko się dało nowe domy, by móc zacząć swoje siekierkowskie życie od nowa.

Pomagali sobie nawzajem, początkowo mieszkając wspólnie w szkole. Z czasem przenosili się pod swój dach. Wracali do uprawy ziemi, do pielęgnowania przydomowych sadów i ogródków. Sprowadzali z warszawskich targów kury, kaczki, krowy, świnie i konie.

Pracowali, posyłali dzieci do szkoły. Powoli zaczęło się także odradzać życie sąsiedzkie. Spotykali się, aby pogadać, potańczyć, pośmiać się razem, chociaż lekko nie było. Dzieci dorastały i albo zostawały na Siekierkach zakochując się w córce lub synu sąsiada, albo wyjeżdżały za pracą do Warszawy, w Polskę, w daleki Świat. I niejednokrotnie wracały z narzeczonymi, jak to mówiono „z miasta”.

Wyprawiano śluby i huczne lub skromne wesela. Nowożeńcy pomieszkiwali z rodzicami przez jakiś czas, budując własne domy. A potem przenosili się do siebie, uprawiali swoje poletka, ogródki i hodowali swoje zwierzęta. Zbierali wierzbowe gałązki na wiklinę, wypływali na Wisłę łodziami, by czerpać piach lub o świcie jechali dorożką, by wozić warszawiaków. Nierzadko ładowali na wozy mleko, owoce, warzywa, kosze i piasek, aby je sprzedać w Warszawie.

Rodziły się im dzieci. Rodziny rozrastały się. Czasem siekierczanie wspierali się w kłopotach, chorobach i w trudnych chwilach, a czasem wiedli spory i swary, by innym razem gościć się nawzajem i wspólnie bawić się, poplotkować. Przychodziły dni, gdy wspólnie żegnali sąsiada modląc się za jego zbawienie podczas mszy żałobnej. A czasem chrzcząc kolejnego maleńkiego siekierczanina…

I tak dalej i tak dalej…