Joanna Angiel

Geograf, dydaktyk, nauczyciel akademicki (dr hab.) na Uniwersytecie Warszawskim, na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych; autorka kilku książek o rzekach (w tym o Wiśle) oraz wielu innych publikacji naukowych i popularno-naukowych z zakresu geografii. Dwukrotnie przepłynęła szlak żeglowny Wisły od tzw. kilometra „0” do ujścia rzeki do Bałtyku.

ZMIANA POSTRZEGNIA MIEJSC ZWYKŁYCH I ICH STWANIE NIE-ZWYKŁYMI JAKO CEL EDUKACJI GEOGRAFICZNEJ W UJĘCIU HUMANISTYCZNYM (STUDIUM PRZYPADKU WARSZAWSKICH SIEKIEREK) – obszerne fragmenty pracy

Wprowadzenie

Miejsce życia człowieka niesie wiele perspektyw badawczych (i  odkrywczych) oraz edukacyjnych, w  tym dydaktycznych. Zazwyczaj początkowo skrywa ono przed badaczem nieokreślone jeszcze, jakby niejasne czy nieoczywiste wartości. Daje i otwiera możliwości zadziwień i satysfakcji w procesie jego poznawania, przywoływania wspomnień z nim związanych, tworzenia zestawień, porównań, przemyśleń i  refleksji oraz nadawania mu znaczeń osobistych. W  miarę upływu czasu, narastania zarówno ciekawości i dociekliwości badawczej, jak i twórczej umiejętności dokonywania syntezy miejsce może stać się wyznacznikiem, a zarazem przykładem wartości (Prawda, Dobro, Piękno) zawartych w triadzie platońskiej. Z punktu widzenia nauczycielskiego – dydaktycznego, w tym wychowawczego, ważne jest dzielenie się z uczniami i studentami takimi doświadczeniami, przeżyciami i  odkryciami „na własną miarę”, ujawniając i  torując im przez to drogę do własnego poznawania i doświadczania miejsc życia oraz nadawania im znaczeń. Zdarza się, że dane miejsce, wcześniej nieznane lub jeszcze mało znane, staje się po pewnym czasie ważne i „własne”; zostaje przez człowieka oswojone, odbierane i odczuwane jako bliskie, „rozumiane”, do którego się tęskni, o którym się myśli i mówi serdecznie, może nawet i z czułością. [….] przedstawiam studium przypadku autorskich badań i przykład swoistej „wiwisekcji” dotyczącej efektów poznawania warszawskich Siekierek jako miejsca zwykłego, wcześniej znanego mi jedynie punktowo i powierzchownie, które w błyskawicznym i zadziwiającym tempie stawało się miejscem nie-zwykłym i… „moim”, pomimo tego, że tu nie mieszkam i do tej pory niewiele mnie z nim łączyło. Dokonywało się to poprzez: a) swoiste penetrowanie jego zakamarków, b) rozmowy o nim z napotkanymi mieszkańcami, c) poznawanie jego historii, istoty i efektów gospodarowania oraz tworzenia miejsc życia ludzi kiedyś, jak i obecnie tutaj żyjących, d) poznawanie różnych miejsc siekierkowskich dla nich ważnych, utrwalonych przez ich wspomnienia i fotografie (umieszczone m.in. w przestrzeni Siekierek (!)), a jednocześnie rejestrowanie własnych postępów i efektów wewnętrznego procesu ich stawania się dla mnie miejscami nie-zwykłymi.[…]

Miejsce – jego odkrywanie, nadawanie znaczeń i przemiana ze zwykłego w nie-zwykłe (studium przypadku)

C. Magris stwierdza, że każda podróż zakłada mniej lub więcej podobne doświadczenia: ktoś lub coś wydawało się bliskie i znajome, okazuje się obce i niepojęte (2009, s. 13).

W  przypadku Siekierek było jednak odwrotnie. To, co wydawało mi się obce i neutralne, stawało się z każdą chwilą bardziej interesujące, bliskie, zachęcające do dalszego penetrowania, śmielszego zagłębienia się w  siekierkowskie zaułki i nadwiślańskie chaszcze, szukania ich lub w nich zagmatwanej (i niejednokrotnie tragicznej) historii człowieka i miejsc, a równocześnie odczuwania ich fenomenu (genius loci?), zadawania sobie i „im” pytań, szukania odpowiedzi, wejścia w jeszcze inne nęcące zakamarki i opłotki – miejsca kuszące nieoczywistością oraz dające mi nadzieję na nowe zadziwienia oraz ich chęć „dialogu” ze mną. […]

Nie ma podróży bez przekraczania granic – politycznych, językowych, społecznych, kulturowych, psychologicznych, również tych niewidocznych, odgradzających jedną dzielnicę od drugiej w tym samym mieście (…). Przekroczyć granice, jak również pokochać je – ponieważ określają rzeczywistość, indywidualność, nadają jej kształt (Magris 2009, s. 12).

Z pewnością w odkrywaniu Siekierek warszawskich przekraczałam owe granice. Początkowo nieświadomie, bowiem nie zdawałam sobie sprawy, że przemieszczam się w drodze do nich przez strefę buforową. Jadąc w ich kierunku, wzdłuż Trasy Siekierkowskiej zanurzonej w tereny zielone, nie wiadomo do kogo należące, a przez to kuszące geografa do ich penetrowania i rozpoznawania, przekraczałam siekierkowski pas graniczny odbierany początkowo jakby podskórnie, a następnie świadomie już percypowany i odnotowywany w umyśle. Była w tym zapowiedź, że niedługo znajdę się w innym świecie, po drugiej stronie owej strefy przejściowej, być może także w jakiejś mierze i ochronnej, która dawała mi sposobność tonowania właściwego mentalnego napięcia i przygotowania się do tego, co nadejdzie, co się zdarzy i otworzy lada chwila przede mną, dając radość odkrywania nieznanego i okazje do rozmaitych zadziwień. Na początku była to z pewnością podróż przez terra incognita, która po niedługim czasie odkrywania, krok po kroku, stawała się „moją ziemią” i moim już miejscem na ziemi.

Podróż stwarza możliwość zanurzenia się w świat do tej pory nieznany, w którym rzeczy tracą swój jedynie użytkowy charakter (Kazimierczak 2013, s. 268). W istocie człowiek jest zmuszony raczej coś odnaleźć niż odkryć, ponieważ na mapach nie ma już białych plam. Zdaniem Jeana-Didiera Urbeina współczesny podróżnik bardziej przypomina „wynalazcę” niż „odkrywcę” (Kazimierczak 2013, s. 270).

W moim przypadku było to głównie odkrywanie nowych miejsc, „białych, percepcyjnych plam” na mojej mapie mentalnej (nie geograficznej!) warszawskich Siekierek i nasycanie ich własnymi znaczeniami, jak też i barwami, uczuciami, dzięki czemu stawały się powoli – początkowo niezamierzenie, ale potem już konsekwentnie – „moimi Siekierkami”. Były one jeszcze rok wcześniej zwykłą, obojętną dla mnie pod względem uczuciowym i mentalnym częścią mojego miasta – Warszawy. Teraz pociągające siekierkowskie zakamarki, opłotki i zaułki nie tylko odnajdywałam w przestrzeni, lecz je niespodziewanie dla mnie (a może i dla nich?) odkrywałam – ku niejednokrotnemu zadziwieniu i  radości, ale czasem też zatrwożeniu (to ostatnie wobec bezmyślności ludzkiej). Rodziła się we mnie dziecięca ciekawość, co jest tam dalej – za tą łąką, za zakrętem tej ścieżki, za tym domem. Przypominało mi to flâneurowskie włóczęgi – bez napięcia i konieczności osiągnięcia jakiegoś geograficznego celu w przestrzeni i dotarcia na czas do danego miejsca. […]

W początkowej fazie poznawania Siekierek ów spacer poznawczy celowo nie łączył się z wcześniej wyznaczoną przeze mnie trasą. Pozwalałam sobie wówczas na komfort wyboru drogi, stojąc już na jej rozwidleniu, a nie wcześniej, planowo wyznaczonej. Umożliwiało mi to niejednokrotnie rozmaite zaskoczenia i odkrywanie miejsc (zakamarków) nieoczywistych, których bym, być może, nie poznała, gdybym zaplanowała trasę i konsekwentnie się nią poruszała. One mnie jednak zauważyły, zapraszały i wciągnęły. Pozwalałam Siekierkom na takie powolne zwodzenie mnie i  uwodzenie. Dawałam zgodę na to, by po wcześniejszym moim poznaniu ich historii (Sadowska-Szlaga 2017), a także po zapoznaniu się z tekstami o nich w literaturze pięknej, głównie reportażowej (Budrewicz 1959, 1961, Kasprzycki 1975), jak i powieściowo-kryminalistycznej (!) (Tyrmand 2009), siekierkowskie dawne czasy zaczęły prześwitywać przez ich warstwę teraźniejszości (Hessel 2001, s.  158). Zwłaszcza znaczący i  barwny pod tym względem jest fragment powieści Zły L. Tyrmanda przedstawiający specyfikę społeczną powojennych Siekierek ubarwioną literacko i obyczajowo; przypomina to ich dawną (lata 60. i 70. ubiegłego wieku) złą sławę. […] Siekierki „pozwoliły mi” na ich poznawanie: stopniowe, szczegółowe, wielozmysłowe i wieloaspektowe. Byłam świadoma nie tylko efektów poznawczych ich odkrywczego penetrowania, ale także z czasem narastającej, delikatnej czułości względem nich; one coraz bardziej były we mnie i stawały się „moje”, ważne, także dlatego, że zaczęłam nadawać im różnorakie znaczenia. Jednocześnie poznawałam też te, które już dawniej nadali im mieszkańcy.

Późniejsze penetracje siekierkowskich miejsc odbywały się już według ściśle założonego planu, jak też i form działania. Było to celowe, geograficzno-humanistyczne ich odkrywanie, odczytywanie ich znaczeń (i/lub ich nadawanie), jak również rozpoznawanie miejsc charakterystycznych z jakiegoś punktu widzenia lub znanych mi już z literatury. W kolejnej fazie odkrywania Siekierek powstała z  tych miejsc trasa wytyczona już planowo, ukierunkowana także na dotarcie do miejsc będących do tej pory „białymi plamami” na mojej mapie poznawczej Siekierek.

Miejsce jako wartość edukacyjna i dydaktyczna w geografii

W edukacji geograficznej – i szkolnej, i akademickiej – wciąż ważne jest miejsce w aksjologicznym, a zarazem geograficzno-humanistycznym rozumieniu. Jego różne aspekty, jak i walory edukacyjne, w tym wychowawcze, przywołują m.in. E. Szkurłat i A. Hibszer (2019, s. 20): Miejsce jako podstawowe pojęcie geografii humanistycznej, owoc relacji człowiek – środowisko, jest tym fragmentem przestrzeni, która w różnych aspektach usprawnia uczenie się. Można powiedzieć, że ma ono charakter edukacyjny, gdyż przez świadomość miejsca i nadawanie mu znaczenia można budować własne, indywidualne przestrzenie i miejsca, ich poczucie i  związek z  nimi. Przekształcanie się w świadomości wychowanka na przestrzeni fizykalnej w miejsce powinno być zawsze źródłem pedagogicznej satysfakcji.

W tak rozumianej edukacji geograficznej istotne jest uwrażliwienie uczniów i studentów na świat wartości człowieka, dochodzenie do poznawania, rozumienia krajobrazów i miejsc jego życia, których on doświadcza, przekształca je, zadomawia się w nich (Zwiernik 2015). Niezbędne są tutaj celowe ćwiczenia w uczeniu się „czytania” miejsc własnego życia, ich poznawania, doświadczania, nadawania im znaczeń. Jednym z najważniejszych, moim zdaniem, celów (i oczekiwanych efektów) tak rozumianej edukacji jest zmiana postrzegania miejsc zwykłych i ich stawanie się miejscami nie-zwykłymi. Mamy tu do czynienia z kwintesencją geografii humanistycznej z mocnymi akcentami edukacji aksjologicznej (Żuk 2016) podejmowanej w jej duchu, ukierunkowanej na świat wartości – edukacji poszukującej i odkrywającej owe wartości w krajobrazach (zarówno ich elementach, jak i całości) oraz miejscach zamieszkanych i przekształcanych.

W przypadku starszych mieszkańców Siekierek miejsca takie były (i są nadal) całym ich światem, tworzą ich małą ojczyzną, nie są jedynie adresem zamieszkania. Czy ktoś ich tego uczył, czy była i jest to dla nich rzecz oczywista? Może się to stać w przyszłości kolejnym pytaniem i wyzwaniem badawczym.

W przestrzeni Siekierek znajduje się 11 słupków informacyjnych w miejscach charakterystycznych dla ówczesnej wsi, a od 1916 r. – fragmentu Warszawy. Stanowią one niespotykany w swej prostocie i skromności, a jednocześnie bogaty i mądry treściowo edukacyjny szlak historyczno-społeczno-kulturowy. Jest on niezwykły z powodu przywoływania w nim różnych miejsc, postrzeganych w wyżej wymienionych kontekstach, przez „zwykłych” mieszkańców; jest ubogacony ponadto starymi fotografiami (w sepii) odnoszącymi się do danego miejsca, krajobrazu kulturowego i/lub ludzi, którzy je tworzyli, pochodzącymi z prywatnych rodzinnych albumów. W ten sposób zwyczajne, a jakże wzruszające poprzez swoją autentyczność i prostotę krótkie „opowieści” sprzed 50, 70 lub 100 lat łączą dawne pokolenia i  ich „pamięć miejsca” z  nowym pokoleniem, zazwyczaj nieświadomym tutejszego dziedzictwa kulturowego; uczą pokory, nawiązują do różnych zwyczajów, przywołują sielskie krajobrazy, ówczesne więzi sąsiedzkie, dane zawody i ich przedstawicieli itp. Teksty te odnoszą się do takich miejsc na Siekierkach, jak: biblioteka, czerwona szkoła, przedszkole, świetlica, miejsce objawień, kąpielisko, staw łyżwiarski, folwark, dwór, kuźnia, magiel, fryzjer, karczma, mydlarnia.

Inne, podobne teksty przedstawiające miejsca zwykłe, które dla mieszkańców Siekierek były nie-zwykłe, to np. opis łąki siekierkowskiej (obecnie także istniejącej na Siekierkach): Łąka była na Siekierkach tak duża i piękna jak lotnisko, i motyle na tej łące były: i pazie, i fuksy, i jakie tylko – opowiada Zygmunt Grzelec, który na Siekierki przychodził jeszcze przed wojną. Odwiedziny na Siekierkach to było jak przyjście w inny świat. Tramwaje nie jeździły, było cichutko i spokojnie, i cały zielony był ten świat!!! (Sadowska-Szlaga 2017, s. 150), czy też opis niszczejących i „odchodzących” starych domów, z pointą konieczności takiego „umierania”: Niewiele jest już takich miejsc w Warszawie, gdzie jedną czwartą osiedla stanowią opuszczone, parterowe domy. Jeszcze do końca nie przeminęły, ale już nie tętnią życiem. Przyczyną nie jest to, że ktoś je zniszczył, zdewastował. Po prostu ludzie odchodzą i domy pustoszeją (…).

Ale rytm miasta nakazuje, by je przebudować, stawiać nowe, by kolejni mieszkańcy mogli się osiedlać (Sadowska-Szlaga 2017, s. 148). Proces ten postępuje obecnie jeszcze dynamiczniej poprzez budowę na Siekierkach osiedli deweloperskich. Powstają w ten sposób swoiste kulturowo-czasowe palimpsesty. Będą one jednak kiedyś możliwe do odczytania nie za pomocą badania odkrywek i  warstw geologiczno-antropogenicznych, ale do odtworzenia na podstawie np. badań geograficzno-kulturowych, ze wspomnień owych domów, ogródków, miejsc oraz zbiorów artefaktów. W tym kontekście – badania i przywoływania – potrzebne staje się na lekcjach geografii (w tym zajęciach terenowych) poznawanie przykładów takich miejsc „odchodzących”, ich uwarunkowań oraz efektów procesów powstawania nowych tworów (osiedli), czasami bezdusznych, niebędących miejscami w geograficzno-humanistycznym znaczeniu, wyizolowanych i  nieoswojonych przez nikogo „pudełek do zamieszkania” w  otoczeniu trawników i  wybetonowanych przestrzeni.

Istotne i bardzo potrzebne są uczniom świadectwa nauczycielskie – ich własne, geograficzne, refleksyjne opowieści o  miejscach (Sadoń-Osowiecka 2007) przedstawiające zarówno ich proces powstawania, jak i poznawania, odkrywania, nieśpiesznego oswajania i zaprzyjaźniania się przez nich, nadawania im znaczeń, które stawały się w  ich wyniku ważne, osobiste, jedyne, zmieniając jednocześnie wewnętrznie i  samych uczniów (w  tym ich percepcję). Kluczowe jest też odkrywanie zdarzeń, postaci związanych i tworzących dane miejsce poprzez jego zamieszkiwanie i przekształcanie oraz powiązań rozmaitych, jak i wejście w krąg stawiania znaków zapytania (człowiek–miejsce–człowiek) oraz szukania odpowiedzi na rodzące się pytania. Staje się to wszystko swoistym studium przypadku stanowiącym zaproszenie, zachętę, wyznacznik i  ukierunkowanie uczniów i studentów na podobne badania: poszukiwania, odkrycia i refleksje, a następnie wspólne dzielenie się ich efektami, czynienie konkluzji podczas lekcji w szkole oraz zajęć dydaktycznych na uczelni. Pierwszoplanowa jest tutaj rola nauczyciela […]

Zakończenie

Nauczycielskie, geograficzne opowieści o takim poznawaniu, doświadczaniu miejsc mogą stać się zachętą, kierunkowskazem i wyznacznikiem uczniowskich oraz studenckich podobnych poszukiwań, odkryć i dzielenia się ich efektami na zajęciach w szkole oraz na uczelni. Wtedy edukacja geograficzna w ujęciu humanistycznym staje się faktem i odzwierciedleniem tego, ku czemu kieruje i zachęca podstawa programowa MEiN dotycząca szkolnej geografii.

Opisane mentalne, percepcyjne oraz duchowe adoptowanie miejsc zwykłych stających się nie-zwykłymi dla ludzi, którzy zechcieli je poznać i oswoić, może być dla wielu podobnych miejsc nadzieją, a dla człowieka – lekcją bycia w świecie bez pazerności, konieczności ich materialnego posiadania – wykładnią formuły i filozofii życia mówiącej, aby bardziej być, a nie więcej mieć (Jan Paweł II, Westerplatte 1987), co jest najważniejszym – moim zdaniem – drogowskazem i filarem edukacji (Delors 1998).

Angiel J., 2023, Zmiana postrzegania miejsc zwykłych i ich stawanie się nie-zwykłymi jako cel edukacji geograficznej w ujęciu humanistycznym (studium przypadku warszawskich Siekierek), [w:] A. Hibszer, M. Adamczewska (red.), Wybrane problemy edukacji geograficznej, Prace KEG PTG, t.14, Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Poznań, str. 11-26

Spacery